VII Niedziela Wielkanocna

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

(Mk 16, 15-20)

„Czy nosisz w sobie pragnienie nieba?”

Wiele razy spotkałem się z sytuacją, kiedy matka mówi: „Proszę księdza mam dobre, wykształcone dzieci, pracują, odwiedzają nas, dbają o nas, ale jest mi tak przykro, bo przestały chodzić do kościoła”. Chciałoby się zapytać: A czy mówiłaś swoim dzieciom, że w życiu najważniejsze jest to, żeby poszły do nieba, że najważniejsze jest życie wieczne? Może one słyszały od was, że najważniejsze jest coś zupełnie innego: praca, wykształcenie, zdrowie, mądry tryb życia, uczciwość…

Wszyscy nosimy w sobie pokusę raju na ziemi i wielu za tym idzie. Głoszono nam raj socjalistyczny, raj komunistyczny, raj ekonomiczny – raj na ziemi. Nawet nieświadomie chcielibyśmy królestwa Bożego na ziemi według naszych recept. Bardzo wielu ludzi chce chrześcijaństwo zamknąć w rzeczywistości doczesnej, ziemskiej. Życie wiarą, modlitwa, praktyka przyjmowania sakramentów ma nam pomagać w rozwiązywaniu problemów, które niesie codzienne życie: ze zdrowiem, w pracy, zapewnić powodzenie w realizacji naszych planów i dążeń. Jakby nasza egzystencja ograniczała się tyko do życia ziemskiego, nie do wieczności, nie do nieba.

Ta pokusa raju na ziemi niesie pułapkę „drzewa poznania dobra i zła” (por. Rdz 2, 17). To ja wiem, co jest dobre, a co złe dla mojego życia, dla mojego szczęścia. Bóg, kochając mnie, nie pozwala mi na wszystko, On mnie ogranicza”. Z drugiej strony – chcemy posłużyć się Bogiem w dążeniu do naszych celów.

Sam siebie pytam: Stanisław, nosisz w sobie pragnienie nieba, pragnienie życia wiecznego?... Czy na pewno wśród moich trosk i starań jest pragnienie nieba? Czy to, co robię, jest warte wieczności? Czy czekam na powtórne przyjście naszego Pana? Czy chcę przyspieszyć Jego powrót? „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Nosimy w sobie pragnienie szczęścia, i to szczęście widzimy często tylko w rzeczywistości materialnej, a przecież być szczęśliwym to być kochanym. Kochany przez Miłość Absolutną, kochany przez Boga – uszczęśliwiony na wieczność. Lektura drugiego czytania zaprasza nas do takiego myślenia, do odkrycia naszego powołania, do takiego stylu życia, aby moc Zmartwychwstałego mogła w nas tego dokonać przez Ducha Świętego. Przecież przez sakrament chrztu św. zostaliśmy zanurzeni w Ducha Świętego!

Może wsłuchując się w Ewangelię należałoby stwierdzić: Nie mam wiary, jeszcze nie uwierzyłem tak, jak chce Pan, moja wiara, moje zaufanie do Boga jest mizerne, szczątkowe, ponieważ nie generuje znaków, o których mówi Jezus. Chyba że Jezus nie ma racji, mówiąc: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą…”.

 

O. Stanisław Jarosz OSPPE

Źródło:Niedziela.pl