XXV Niedziela Zwykła – Mt 1,1-16a

cvbn

We fragmencie Ewangelii Łukasza, przeznaczonym na dzisiejszą niedzielę, Jezus Chrystus ostrzega nas przed dobrze znanym grzechem zazdrości. Jeden z właścicieli winnicy aż pięciokrotnie wychodzi na rynek, aby nająć robotników do pracy przy winobraniu. Chociaż robotnicy ci przystąpili do pracy w różnym czasie, to wieczorem, przy wypłacie wynagrodzenia, otrzymali tyle samo jak ci, którzy pracowali od rana.

Spróbujmy wyobrazić sobie radosne twarze ze szczęścia jednych, a smutne od zazdrości twarze drugich. Chodziło tu o zbytnią hojność pana wobec tych, którzy później przystąpili do pracy w winnicy. Czym zatem jest zazdrość? Z jednej strony jest to smutek z powodzenia bliźniego, a zarazem radość z jego nieszczęścia. Ktoś kupił taniej mieszkanie, inny otrzymał lepszą posadę – komuś udało się wygrać konkurs. A ktoś stojący z boku, taki na pozór niezainteresowany, na to nie może patrzeć, bo go bolą oczy i kłuje serce. Takie obrazki z życia dzieją się każdego dnia, wystarczy tylko trochę rozejrzeć się wokół siebie, by dostrzec złość, wrogość, nienawiść. W kategoriach moralnych jest to jeden z grzechów głównych, ponieważ rodzi inne grzechy. Ale czy ktoś jeszcze o tym pamięta? Czy to, że ktoś się dorobił, komuś się powiodło to coś złego? Dla zazdrośnika – jak najbardziej. I nie do zrozumienia. Zazdrośnik pragnie bowiem zła dla innych, a dla siebie pożąda cudzego dobra. Podłożem zazdrości jest stawianie siebie w centrum, niezdolność pragnienia dobra dla innych, niezdolność miłowania. Zazdrość polega więc na pragnieniu wciąż więcej i nieosiąganiu nigdy zadowolenia.

Współczesnych ludzi bardzo pobudza zazdrość i zachęca do niej, przedstawiając chore ambicje jako zdrowe współzawodnictwo. Jak więc odróżnić zdrowe ambicje, pozytywną motywację, pracowitość, od zazdrości? To chyba nie będzie trudne, jeśli dobrze znamy siebie. Jeśli realizujemy swoje pomysły, plany, marzenia, jeśli nasze działania są zgodne z naszym systemem wartości – nie grozi nam chora zazdrość. Po prostu szkoda nam będzie sił i czasu. Ale jeśli nagle zorientujemy się, że motywem naszych działań jest chęć dorównania komuś, pokonania go, zdobycia więcej – mimo że tak naprawdę wcale tego nie potrzebujemy, to już chora zazdrość.

Chrześcijańska tradycja duchowa zaleca tym, którzy pragną pokonać zazdrość, kilka ciekawych rozwiązań. Ktoś może na przykład zdobyć się na bezinteresowny gest i sprawić komuś przyjemność. Inny – czytać Nowy Testament oraz pisma Ojców Kościoła i biografie świętych, by zakosztować, jak piękna jest bezinteresowna miłość. Dla wytrwałych pozostaje modlitwa za tych, których nienawidzi i którym zazdrości, a także staranie o to, by budzić w sobie względem nich łagodność. Warto zrobić dziś sobie rachunek sumienia. A sięgając do treści Jezusowego nauczania zapytać: Czy nie smucę się, kiedy widzę moich najbliższych, kolegów, znajomych bardziej uzdolnionych ode mnie, bogatszych, lepiej ubranych i bardziej wysportowanych? Czy pamiętam o tym, że Dobry Bóg także mnie nie poskąpił mi swoich talentów i darów, które mam ciągle rozwijać z pomocą Jego wspierającej łaski?

.

ks. Leszek Smoliński

Źródło:wiara.pl